lang :: lang :: lang :: lang :: lang :: lang
   st_menu Strona główna

   st_menu Aktualności

   st_menu O Piątce

   st_menu Życiorysy

   st_menu Listy

   st_menu Księga świadectw

   st_menu Księga intencji

   st_menu Kontakt
linia_menu_lewe

Z LISTÓW...

"Proszę Cię, proś Ojca naszego o przebaczenie wszystkiego, co uczyniłem złego, z tym zapewnieniem, że zawsze go kochałem. W ostatniej chwili przebaczenia i modlitwy jestem z Tobą stale... Zawsze kochający Cię brat."

Jarogniew

więcej...


linia_menu_lewe

SSWM

linia_menu_lewe

POLECAMY

Don BOSCO

Bosko.pl

www.sdb.org

Jakie było poznańskie Oratorium?


      W rozkwicie grupa chłopców sięgała liczby 310, jednocześnie zmniejszała się liczba wałęsających się po Poznaniu małych łobuziaków, którzy znajdowali na Wronieckiej każdego dnia opiekę, zabawę i różnego rodzaju rozgrywki. W dni wolne od nauki udawali się za miasto, gdzie spędzali czas na grach, zabawach, "manewrach wojennych", rajdach rowerowych, a w wakacje koloniach. Organizowali wesołe wieczorki przy ognisku dla miejscowej ludności. Podczas niedzielnych mszy wykonywali wyuczone w Oratorium utwory religijne, nawet na 4 głosy. W czasie żniw pomagali rolnikom. Działała prężnie grupa artystyczno-teatralna i chór chłopięcy. Duszą i organizatorami przedstawień byli młodzieńcy należący do "Poznańskiej Piątki":
      Czesiu uczęszcza do Oratorium od 10 roku życia.
      Edzio Kaźmierski jako uczeń szkoły podstawowej zapisał się do Oratorium, o którym pisał w swoim dzienniczku: "Właściwie to mam dwa domy: jeden na Łąkowej, a drugi na Wronieckiej 9. Nawet trudno powiedzieć, w którym spędzam więcej czasu. Dziś na przykład byłem na Wronieckiej trzy razy: przed południem, po południu u spowiedzi i wieczorem na zebraniu Towarzystwa św. Jana Bosko. Trzeba przyznać, że salezjanie dbają nie tylko o nasze dusze, ale i ciało."
      Franek uczęszczał do Oratorium od 13 roku życia; chętnie przychodził tutaj, by wraz z kolegami modlić się i bawić.
      Edward Klinik jako uczeń szkoły podstawowej zaczął uczęszczać do Oratorium, gdzie tętniło życie pełne zabaw, radości i pokoju.
      Jarek miał 10 lat, gdy przestąpił po raz pierwszy progi Oratorium; uważał je za swój drugi dom rodzinny, spędzał tam czas uczestnicząc w wycieczkach, koloniach letnich oraz rozgrywkach sportowych.

Oratorium - ognisko życia chrześcijańskiego

      Dziedzictwo Ks. Bosko, który kładł od początku wielki nacisk na kształtowanie w wychowankach postaw wiary i pobożności, zostało wiernie przekazane przez salezjanów z Wronieckiej gromadzącym się tam rzeszom chłopców. Ci gorliwsi, zgrupowani w Towarzystwach Najświętszego Sakramentu, Niepokalanej, Św. Jana Bosko, chórach, Stowarzyszeniu Misyjnym, pociągali innych organizując akademie, spotkania wieczorne, przygotowując oprawę liturgiczną świąt. Zachęcani do częstego korzystania ze spowiedzi i Komunii Św. kształtowali swoje charaktery pod okiem kierowników duchowych, przygotowując się do stawienia czoła trudnościom dorosłego życia. Franek chciał zostać salezjaninem, ale przeszkodziła mu wojna.
      "Piątka" stanowiła wybijającą się grupę animatorów liturgicznych. Mimo nasilającego się terroru okupacyjnego i masowych aresztowań ciągle zbierali się w Oratorium, na Mszach Św. śpiewając w chórze, a po zamknięciu kościoła i pomieszczeń oratoryjnych przenieśli się do innej dzielnicy i do końca śpiewali wraz z innymi chórzystami w nie zamkniętych jeszcze kościołach Poznania. Była to bezpośrednia przyczyna ich aresztowania.
      Świadectwa z więzień jasno mówią, że ich wiara ukształtowana w Oratorium stanowiła prawdziwą podporę i jedyną ucieczkę wobec sytuacji, jakie na nich czekały.
      Mężnie wyznawali swoją wiarę, nie zważając na szykany i cierpienia, jakie ich z tego powodu spotykały.
      Pobożna modlitwa, śpiewanie pieśni religijnych podtrzymywało ich na duchu. Sami spisywali z pamięci utrwalone przez tyle lat nowenny, litanie, przygotowując się do świąt tak jak to robili w Oratorium.
      Największym szczęściem przed śmiercią był dla nich fakt, że mogli skorzystać ze spowiedzi, a potem przyjąć ostatnią Komunię Świętą, która dawała mu pewność, że Bóg, któremu byli wierni zabiera ich do siebie.

Pod płaszczem Wspomożycielki

      Gorące, synowskie nabożeństwo do Maryi Wspomożycielki Wiernych, czczonej w kościele na Wronieckiej, cechowało całą "Poznańską Piątkę". Czesio ze względu na swą gorliwość został wybrany na prezesa Towarzystwa Niepokalanej. Mając 16 lat, wspólnie z Edziem Kaźmierskim, udali się sami na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, aby podziękować za ukończenie szkoły i prosić o wskazanie dalszej drogi życia. Edwarda Klinika, który uczył się w szkole w Oświęcimiu, wybrano tam na prezesa Sodalicji Mariańskiej. Franek odesłał Rodzicom z więzienia swój największy skarb - różaniec, na którym modliła się do śmierci jego matka. Jarkowi podczas pierwszej rewizji osobistej w Forcie VII gestapowiec zabrał różaniec i wyrzucił go do kosza na śmieci. Chłopiec, wykorzystując nieuwagę strażników, wyciągnął go, narażając się na dodatkowe tortury. W Spandau zabrano mu różaniec, więc modlił się na różańcu zrobionym z chleba. "Piątka" aresztowana pod koniec września zorganizowała w więzieniu w październiku wspólny różaniec, tak jak to było w Oratorium. W listach i grypsach przewija się ciągle Imię Maryi: "Matko, bądź spokojna... Wiem, że Ta, której oddałem się w opiekę, stając się Jej rycerzem, czuwa zawsze nade mną i nigdy mnie nie opuści..."; "...różaniec twój mam zawsze przy sobie (czy to będzie później możliwe, wątpię), gdyż wiem, że jest tak jak powiedział św. Jan Bosko, najskuteczniejsza modlitwa...".
      Świadomość, że umierają 24 dnia miesiąca była dla nich jawnym znakiem opieki Wspomożycielki Wiernych: "Nadeszła chwila pożegnania się z Wami i to właśnie w dniu 24 sierpnia, dzień Maryi."; "...Właśnie dzisiaj, tj. 24, w dzień Maryi Wspomożycielki otrzymałem Wasze listy, przychodzi mi rozstać się z tym światem... Wiem, że Maryja Wspomożycielka Wiernych, którą całe życie czciłem, wyjedna mi przebaczenie u Jezusa. Matusiu Kochana, ofiaruj swój ból Matce Bolesnej, a Ona ukoi Twe zbolałe serce..."; "O, dziękujcie Najłaskawszemu Zbawcy, że nie wziął nas nieprzygotowanych z tego świata, lecz po pokucie, zaopatrzonych Ciałem Jezusa w Dzień Maryi Wspomożenia Wiernych..."; "jakże mogę się nie cieszyć, że odchodzę do Pana i mojej Matuchny Najświętszej zaopatrzony Ciałem Jezusa. Do ostatniej chwili Maryja była mi Matką."; "...o jedno Cię proszę, uczucia w każdej chwili Twego życia powierzaj tylko Jezusowi i Maryi, bo u Nich znajdziesz ukojenie."

"W naszym Oratorium mecz goni mecz", czyli wychowanie przez sport

      Na niewielkim podwórku na Wronieckiej grało w piłkę lub w inne gry ruchowe często ponad 60 chłopców. Cztery stoły pingpongowe, brydżbille, bilardy i wiele różnych gier przyciągały młodzież, która brała udział w niekończących się rozgrywkach sportowych i konkursach.
      Sekcja pingpongowa, składająca się z 14 drużyn, podzielonych na klasy A, B i C miała wspaniałe wyniki, gdyż na 15 rozegranych meczów z drużynami KSM oratorianie wygrali w 13 spotkaniach, zremisowali z drużyną ZHP 3:3, a z pięcioma drużynami szkolnymi wygrali 5:0. Odniesione zwycięstwa zachęcały chłopców do regularnych treningów.
      Co do naszej "Piątki", to zanim stali się animatorami życia sportowego, Edzio Kaźmierski tak pisał w swoim dzienniczku: "W Oratorium mecz goni mecz. Pingpongowe piłeczki śmigają w powietrzu jak białe jaskółki. Nie chwalę się, ale jesteśmy w tej dyscyplinie dobrzy. W rozegranych meczach w styczniu rozgromiliśmy wszystkich naszych przeciwników...; ...Mimo, że sporo czasu poświęciłem Olimpiadzie [1936 r., w Berlinie], nie zapomniałem o Oratorium. Sześć razy byłem na Wronieckiej na Mszy, cztery razy brałem udział w rozgrywkach sportowych...".

"Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu" /Dz 20,35/

      Każdy z "Piątki" zetknął się z Oratorium w czasie nauki w szkole podstawowej. Rozpoczęcie nauki w gimnazjum czy podjęcie pracy nie osłabiło tego kontaktu. Na miarę swoich możliwości biegali ciągle na Wroniecką, aby coraz częściej nie tylko brać udział w grach, zabawach, nabożeństwach, ale by je organizować i przeprowadzać. Powtórzyła się historia z Valdocco, gdzie pierwsi salezjanie wywodzili się ze związanych i wyrosłych w Oratorium młodzieńców. Ugruntowani w wierze, zakochani w Księdzu Bosko, cieszący się autorytetem wśród młodszych kolegów, stali się animatorami życia religijnego, kulturalnego i sportowego w kipiącym życiem salezjańskim Oratorium.

Polska, moja Ojczyzna

      Przenikająca wszystkie działania myśl Księdza Bosko, by wychować chłopców na dobrych chrześcijan i uczciwych obywateli, była motorem patriotycznego wychowania, jakie kultywowano w Oratorium.
      Ks. Musielak, wielki patriota, opiekun "Piątki", powiedział o nich, że "do końca życia pozostali wierni Bogu i Ojczyźnie".
      W Oratorium organizowano akademie z okazji świąt narodowych, przy ogniskach śpiewano i uczono wojskowych i patriotycznych pieśni.
      1 września 1939 r. "Piątka" stawiła się w Oratorium, aby naradzić się, co czynić w takiej sytuacji. Doszły do nich wieści, że tysiące młodzieńców, by bronić Ojczyzny, zapisuje się na ochotnika do wojska... Oni także - jako Polacy i gorliwi, świadomi katolicy - chcieli bronić swojej Ojczyzny i wiary. Tylko Czesiu otrzymał mundur i broń, braki w ekwipunku spowodowały, że reszta posuwała się za wojskiem, nie tracąc nadziei, że otrzymają wkrótce upragnioną broń. 12 września po załamaniu się kontrofensywy polskiej nad Bzurą, cała piątka dostała się do niemieckiej niewoli, skąd aż spod Kutna udało im się zbiec i dotrzeć do Poznania.
      Pomimo aresztowań salezjanów, groźby aresztowań i rozstrzeliwania Polaków, gromadzili się po pracy w Oratorium, szczególnie w gronie młodzieżowego chóru chłopięcego pod kierownictwem Stefana Stuligrosza. Narażając się śpiewali w jeszcze nie zamkniętych kościołach Poznania, organizowali wypady za miasto w dni wolne od pracy, opiekowali się młodszymi kolegami. Niemcy dążąc do likwidacji życia religijnego zauważyli działalność tego chóru i rozpoczęli aresztowania pod zarzutem przynależności do nielegalnego związku godzącego w bezpieczeństwo niemieckiej Rzeszy.
      Przesłuchania, tortury, a potem całe więzienne cierpienia znosili mężnie, tłumacząc innym, że są one tak samo owocne dla Ojczyzny jak walka na froncie.
      Oskarżeni o zdradę stanu, jako 22-letni więźniowie polityczni, zostali skazani na karę śmierci.

Przyjaciele na dobre i złe

      Mówimy o nich "Piątka Poznańska", albo tak jak napisał Ks. Musielak: "Bohaterska Piątka". Mimo, że pochodzili z różnych środowisk, różnych domów, pracowali każdy gdzie indziej, to jednak nie da się ich rozdzielić. Co ich łączyło tak mocno, że myśląc o jednym, myślimy o nich wszystkich? Doświadczenie ich przyjaźni oparte było na jedności ideałów, przekonań religijnych, zainteresowań, na wspólnej zabawie i pracy w Oratorium, gdzie pociągał ich duch salezjański.
      W czasie aresztowania w Forcie VII szybko się odnaleźli, trzymali się razem, o ile to było możliwe, a kiedy rozrzucono ich po różnych celach, widywali się tylko na podwórzu i wtedy wymieniali choćby uścisk dłoni, karteczki zachęcające do wspólnych praktyk, tak jak w Oratorium; "na przechadzce wciąż te same twarze... Aż do dnia, gdy zmieniono miejsce naszej wolnej godziny. O Boże, jaką radość wlałeś do mego serca. Zobaczyłem twarz Jarocha.13 lutego 41 r. przyszło dużo nowych na nasz oddział. Między nimi znajdował się również Jaroch. Teraz nie byłem "samotną sosną". Chociaż złączyły się nasze wejrzenia, jakże raźniej i weselej było mi na duszy..."; "Z Edziem Klinikiem i Czesiem widzimy się. Rozmawiamy co dzień z Czesiem na przechadzce. Czasem do nas przyleci. A z Edziem Kaźmierskim to my do niego walimy, bo tu tak można. Wieczorem otwieramy okna i rozmawiamy na migi albo alfabetem zrobionym z papieru..."; "Do Bożego Narodzenia przygotowywali się salezjańską nowenną... jeden z nich odtworzył ją z pamięci i przepisał na skrawkach papieru... Będziemy ją odprawiać w tym samym czasie, co ostatnio..."; "...Myślę, że Mamusia zapozna się z Matulą mego Stefka, bo przecież między nami istnieje czysty związek braterski, Jego i moja radość i cierpienia są naszymi wspólnymi..."; "smutno mi trochę, bo wszyscy moi przyjaciele są w innym więzieniu, lecz dostałem od nich zapewnienie o pomocy modlitewnej w intencjach zdrowia naszej ukochanej Mamusi..."; "poza tym mamy tę wielką radość, że przed śmiercią możemy się wszyscy widzieć. Wszyscy koledzy jesteśmy razem w jednej celi."

Więzienne rekolekcje

      Próba to znaczy "poznanie do głębi" - poprzez sytuację cierpienia - czym naprawdę jesteśmy. Poznanie siebie jako stworzenia. Może to oznaczać dotknięcie dna, ale może także być okazją, aby zacząć żyć w prawdzie o sobie samym. Kiedy to dotknięcie dna wchodzi w życie człowieka, znajduje się on wobec różnych dróg: coraz większej rozpaczy, coraz bardziej realistycznego pogodzenia się z cierpieniem lub trzymania się na powierzchni, które nie pozwala dojść do poznania siebie i zdobycia prawdziwego doświadczenia, wiodącego do dojrzałości. Chwalebne i bolesne doświadczenia tworzą tkankę jedynego doświadczenia życia, które zdobywa się przez ból i radość, cierpienie i zwycięstwo. Kiedy się zaakceptuje własną stworzoność i słabość, wówczas zyskuje się na sile.
      W tym świetle popatrzmy na fragmenty listów i grypsów pisanych z więzień przez naszą Piątkę:
      "Nikt by nie uwierzył, że chłopcy w wieku 18-23 lat, którym zabrano wielki skarb - wolność, potrafią z taką pogodą, z takim zupełnym zdaniem się na wolę Bożą znosić tak przykry los...";
      "Jestem sam. Z nikim nie można porozmawiać, przed nikim się użalić. O Boże, dlaczego mnie tak mocno ukarałeś?... Dlaczego włożyłeś tak wielki krzyż na me ramiona? Synu, nie rozpaczaj i nie szukaj pociechy ludzkiej... patrz na Mnie. Obarczony drzewem krzyża z miłości do ciebie szedłem na Golgotę... oddaj mi tylko miłość za miłość... O, Boże ciężko zgrzeszyłem. Rzucając się na kolana dzisiaj prosić Cię mogę o miłosierdzie, przebaczenie i pokutę" /Klinik/
      "Wierzę zawsze w dobrego Boga" /Wojciechowski/
      "Dzięki Bogu, że nie do Wronek, choć nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Tam się poznałem i zauważyłem, jak mi dużo brakuje, aby być dobrym synem księdza Bosko, miłym Bogu, pożytecznym bliźnim i prawdziwą pociechą rodziny..." /Kaźmierski/
      "We Wronkach, siedząc na pojedynce, miałem czas, żeby siebie zgłębić, tam to przyszedłem do porozumienia ze swoją duszą. Tam poczułem, że robiłem źle. I tam postanowiłem żyć inaczej, tak jak nam nakazał ksiądz Bosko, żyć, aby się Bogu podobać i Jego Matce" /Kęsy/
      "Co prawda i na nas przychodzą ciężkie chwile, wątpienie chce nas ogarnąć, chce osłabić naszą wiarę i ufność. Wtedy westchnienia skierowane do naszego Wszechmogącego Ojca i Ucieczki Grzeszników przynosi nie tylko natychmiastowy spokój, ale pomnaża naszą wiarę i ufność... Jaka to siła ta nasza wiara! Są tacy ludzie tutaj, którzy w nic nie wierzą. Jakże dla nich straszna ta niewola. Słychać tam tylko przekleństwa i złorzeczenia. A u tych, co mają wiarę - spokój, a zamiast przekleństw, szczera radość... I jesteśmy pewni, że Bóg chciał naszej niewoli, aby uleczyć nas z nałogów. O dzięki Jemu! /Kaźmierski/
      "...nigdy wiary i ufności nie straciłem, przeciwnie, nawet wzmogła się we mnie... Bóg daje nam siły, abyśmy te przeciwności zwalczali i hartowali duszę swoją. Czasami zdaje się, że Bóg nas opuścił, o nie, On nas nie opuścił. On tylko doświadcza nas i próbuje." /Kęsy/
      "Ile radości sprawiło mi zapewnienie Twoje o zapomnieniu i przebaczeniu mi wszystkich uraz, żalu, bo tu odprawiam moje, może jedyne w mym życiu rekolekcje, w których rozważam nie tylko minioną przeszłość, ale zastanawiam się nad życiem moim przyszłym ziemskim jak i poza grobem. Bo czy będę miał kiedy jeszcze taką okazję? Wątpię..." /Wojciechowski/

Kierunek: Niebo!

      Ks. Bosko, o którym mówi się, że na pytanie: "dokąd Ksiądz idzie?", odpowiadał: "idę do nieba" co miesiąc przygotowywał swoich synów i wychowanków do ostatecznej konfrontacji z Bogiem przez "ćwiczenie dobrej śmierci". Wiele snów Ks. Bosko dotyczyło nieba i wiele słówek wieczornych poświęcił tematowi "salezjańskich ogrodów", gdzie się spotkamy. Poznańska Piątka miała te zapewnienia wyryte w pamięci i w sercu.

Co piszą w ostatnich swych ziemskich listach?

      "...Właśnie dzisiaj tj. w dzień MB Wspomożycielki... przychodzi mi się rozstać z tym światem. Powiadam Wam, Moi Drodzy, że z taką radością schodzę z tego świata, więcej się cieszę z tego, aniżeli miałbym być ułaskawiony. Przed chwilą się wyspowiadałem i zaraz przyjmę Komunię św. do swego serca... Ja będę się modlił za Was u Boga o błogosławieństwo i o to, byśmy się wszyscy kiedyś razem mogli zobaczyć w niebie... Do zobaczenia w niebie." /Czesław Jóźwiak/
      "...Pogodzony z Jego Przenajświętszą Wolą schodzę za chwilę z tego świata. Wszak On tak dobry przebaczy nam... Do zobaczenia w niebie." /Edek Kaźmierski/
      "...Och, jaka to radość dla mnie, że już schodzę z tego świata i tak, jak powinien umierać każdy. Byłem właśnie przed chwilą u spowiedzi św., za chwilę zostanę posilony Najśw. Sakramentem. Bóg dobry bierze mnie do siebie. Nie żałuję, że w tak młodym wieku schodzę z tego świata. Teraz jestem w stanie łaski, a nie wiem, czy później byłbym wierny mym przyrzeczeniom... Idę do nieba, do zobaczenia. Tam w niebie będę prosił Boga..." /Franek Kęsy/
      "...dziwna jest wola Jezusa, że zabiera mnie już do siebie, lecz jak szczęśliwa będzie dla mnie ta chwila, w której będę miał opuścić tę ziemię. Jakże mogę się nie cieszyć, że odchodzę do Pana i mojej Matuchny Najświętszej, zaopatrzony Ciałem Jezusa... Do ostatniej chwili z moją silną wiarą w sercu idę spokojnie do wieczności, gdyż nie wiadomo, co by mnie tutaj na ziemi czekało. Do zobaczenia się w niebie z Matuchną, Jezusem i św. Janem Bosko. Ja zrozumiałem moje życie dokładnie, poznałem powołanie życiowe i cieszę się, że się w niebie odwdzięczę..." /Edek Klinik/
      "...Pomyśl, jakie prawdziwe szczęście! Odchodzę zjednoczony z Jezusem przez Komunię św... ofiaruję ją za Ciebie i za siebie z tą nadzieją, że cała nasza rodzina bez wyjątku będzie szczęśliwa tam u Góry... Idę już i oczekuję Cię tam w niebie z Matusia najmilszą..." /Jarek Wojciechowski/

CZESŁAW JÓŹWIAK
(1919 - 1942)


CZESŁAW JÓŹWIAK
  • miał troje rodzeństwa
  • jego ojciec pracował w policji śledczej
  • wyniki w szkole na średnim poziomie
  • godzinami snuł barwne opowieści historyczne, potrafił nimi zaciekawić młodszych kolegów
  • nosił w Oratorium przydomek "Tata"
  • "przywódca" Piątki
  • prezes Towarzystwa Niepokalanej
  • aktor i chórzysta
  • w czasie okupacji pracował jako malarz
  • aresztowany w wieku 20 lat
  • podczas pobytu w więzieniu "wiele dobrego czynił drugim", dzielił się z nimi jedzeniem i oddawał swoje ubrania
więcej...

linia_menu_lewe

Niniejszy strona powstała przy wsparciu finansowym udzielonym przez Narodowe Centrum Kultury w ramach programu operacyjnego "Patriotyzm jutra"

Narodowe Centrum Kultury

Patriotyzm jutra

projekt i wykonanie serwisu    

ikah.net